niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 18 : "Baby, you don't have to worry..." Part Two

Po pierwsze pojawiła się niespodzianka pod tytułem Story Of My Life, możecie sb tam zaglądnąć (?) haha
Po drugie co do uciętego tekstu, zmniejszyłam na szerokość posty, tak więc na moim telefonie mi wychodzi, więc wam też powinno, jeśli dalej wam ucina, piszcie w zakładce "kontakt"
A teraz miłego czytania, i komentujcie, bo to dla mnie ważne, nawet jeśli macie spamować, czego nie robicie :D, to wstawcie chociaż uśmiechniętą buźkę, jeśli wam się podobało :)
Raspberry Muffin xx
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[...] z nudów zaczęłam przeglądać Twitter'a.
Ale jak to?!

"Perrie jest zwykłą szmatą" 
"To oczywiste, że nie kocha Zayn'a"
"Zayn nie jest z nią szczęśliwy"
"Jest gruba"
"Nie potrafi śpiewać"
"Dziobak"
" Ta suka ukradła naszego Zayn'a"

Zszokowana zablokowałam telefon.
Co to miało być?
Jeszcze nigdy się to nie zdażyło. Owszem czasami ktoś napisał, że mnie nie lubi, nienawidzi itp. , ale teraz to co innego.
Co ja im zrobiłam?
Schowałam twarz w dłoniach.
Nie, nie będę płakać. Będę silna. Poradzę sobie.
Wstałam z kanapy i udałam się do łazienki. Zrobiłam lekki makijaż, załatwiłam inne swoje potrzeby i poszłam w kierunku sypialni, by przebrać się w odpowiednie ubrania.
4:55.. O 7:00 mamy być w studio.. Zadzwonię do Katherine, w Anglii jest przed 10, muszę z nią pogadać..
~ Hej Kathy
~ Cześć Pezza, czemu nie śpisz?  - spytała.
~ Ja..Musiałam do ciebie zadzwonić.. - powiedziałam.
~ Co się stało? - w jej głosie wyraźnie czułam niepokój.
~ Masa ludzi obraziła mnie na Twitterze i ..
~ Perrie, nie martw się tym. Pamiętaj, że oni tylko ci zazdroszczą. Na pewno wspominają nieco o Zayn'ie, prawda? - gwarantuje, że lekko się uśmiecha.
~ Tak, bo.. Ja się w nim zakochałam - wyznałam przyjaciółce.
~ Naprawdę? Tak bardzo się cieszę, musimy się spotkać, żebyś mogła mi wszystko opowiedzieć, ale wracając do tematu, to pamiętaj, że nic nie jest w stanie zniszczyć waszego uczucia, bo oczywiście, on też cię kocha?
~ Tak - pociągnęłam nosem.
~ W takim razie nie masz się czym martwić, na razie odpocznij od Twittera, nie martw się, spędzaj czas ze swoim księciem z bajki, a ludzie niech piszą co chcą. Nie możesz przecież załamać się po kilku niedowartościowanych nastolatkach siedzących przed komputerem, które wypisują bzdury na temat ludzi, których nie znają.
~ Dziękuje ci Kat  - powiedziałam.
~ Za co?
~ Za to, że jesteś..
~ Zadzwoń, to spotkamy się jak przylecisz z powrotem do Wielkiej Brytanii. Odwiedzisz też rodzinę? - zapytała.
~ Możliwe, ale nie martw się, nie zapomnę o tobie - obiecałam jej.
~ No ja myślę - zaśmiała się lekko.
~ To pa Katherine.
~ Pa Perrie, trzymaj się - powiedziała i rozłączyłam się.
Było mi trochę lepiej po tej rozmowie, jednak dalej czułam się źle. To niesamowite, jak człowiek może być okrutny dla kogoś innego. Dla kogoś kto jest zakochany. Dla kogoś kto ma jednak uczucia.
Westchnęłam.
Usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości.
To Katherine..

"Nie martw się skarbie, wszystko będzie dobrze :) xx "

Jak ona dobrze mnie zna..

Ponownie westchnęłam i założyłam buty i płaszcz. W Nowym Yorku nie było zbyt zimno o tej porze, a ja potrzebowałam się przewietrzyć.

***
Już pół godziny spacerowałam ulicami, które o tej porze nie były aż tak ruchliwe jak po południu. Kilku ludzi spieszyło się do pracy, a niektórzy wracali lekko nawaleni z pubów. Nigdy nie zrozumiem dlaczego ludzie znajdują pocieszenie w alkoholu. Przecież to nie prowadzi do niczego dobrego, a tylko pogarsza sprawę.
Wiem to dobrze, gdyż mój ojciec pił. To doprowadziło do rozpadu małżeństwa moich rodziców. Poza tym Mike też pił.
Dreszcz przeszedł mnie na samo jego wspomnienie.
Zaczął wiać co raz mocniejszy wiatr.
Brrrr..
Otuliłam się mocniej szalikiem i zawróciłam drogą powrotną do hotelu. Drzewa zaczęły się kołysać, a na niebie zaczęły się zbierać ciemne chmury.
No pięknie..
Ostanie 10 metrów pokonałam biegiem. Szybko wspięłam się po schodach prowadzących do hotelowego lobby. Jednak poczułam mocne szarpnięcie za nadgarstek. Cofnęło mnie do tyłu, a ja sama wylądowałam przy czyimś ciele.
- Witaj piękna - usłyszałam.
Cała się spięłam. To był Mike. Co on tu robi?! Przecież Paul miał go zamknąć w więzieniu.
- Czego chcesz?  -warknęłam.
- Porozmawiać, chodź ze mną. Tylko nie wyrywaj się - ostrzegł, gdy chciałam mu uciec.
Mocno trzymał mnie pod rękę prowadząc mnie do swojego samochodu.
- Gdzie mnie wieziesz?! - zapytałam, gdy wepchnął mnie do wnętrza samochodu.
- Spokojnie, to tylko mała przejażdżka. Obiecuje, że cię odwiozę - powiedział odpalając wóz.
- Zayn będzie się o mnie martwił - rzuciłam.
Zayn był moją ostatnią deską ratunku. Wydaje mi się, że tylko jego obawia się Mike.
- Co ty nie powiesz? Wydawało mi się, że wyleciał do domciu zostawiając cię tu samą - posłał mi nieszczery uśmiech.
Co mam teraz robić???
Oczywiście nie zabrałam ze sobą telefonu. Poszłam za radą Kathy. Odcięłam się od świata, by zapomnieć o problemach.
- O jesteśmy na miejscu - powiedział gasząc silnik.
Próbowałam wyjść, ale oczywiście drzwi od mojej strony były zablokowane i dopiero wydostałam się z auta, gdy mój były mi je odtworzył.
- Gdzie mnie prowadzisz? - spytałam próbując ściągnąć ze swoich ramion jego brudne łapska.
- Nie wyrywaj się - syknął. - Idziemy na kawę, jak dobrzy znajomi.
Weszliśmy do uroczej kawiarenki, czy cukierni, jak zwał tak zwał.
W pomieszczeniu było dużo pastelowych akcentów. Za ladą było pełno ciast i ciasteczek. Za kasą stała uśmiechnięta starsza pani w różowym fartuszku, natomiast wszystkie kelnerki miały uniformy tego samego koloru.
Całe to wnętrze buchało optymizmem, którego ja w tej chwili nie posiadałam.
- Siadaj - szepnął surowo.
- Zamówić ci coś? - spytał siadając naprzeciwko mnie.
- Jest 5:15, nie mam ochoty na ciastka - odgryzłam się.
- Odzywaj się porządnie - upomniał mnie, a cała pewność siebie, którą nabrałam przez kilka kroków od parkingu do tego miejsca uleciała w kilku sekundach.
Przewróciłam oczami tak, żeby nie zauważył.
- Czego ode mnie chcesz? - powiedziałam starając się aby mój głos nie drżał.
- Już ci mówiłem, porozmawiać - posłał mi ten swój 'firmowy' uśmiech.
- O czym? - bąknęłam.
- O kilku rzeczach - oparł opierając się o zagłówek pudrowo-różowej kanapy.
- Czyli ? - nie rozumiałam po co mnie tu ściągnął.
- Podać coś państwu? - spytała urocza dziewczyna z blond lokami.
- Ja poproszę wodę z cytryną - wyszczerzył się w jej kierunku.
Żałosne.
- A pani? - odwróciła głowę w moją stronę.
- Na razie nic, dziękuję - odpowiedziałam, a ta oddaliła się w stronę drzwi z napisem "pomieszczenie wyłącznie dozwolone dla personelu cukierni"
- Tak więc? - powróciłam do tematu, który zaczął Mike.
- Tak więc, wczoraj wieczorem miałem niezapowiedzianą wizytę, zgadnij kto to był? - spytał z bezczelnym uśmieszkiem.
- Nie mam pojęcia, byłam w hotelowym apartamencie  - odparłam.
- Policja, a dokładnie kilku policjantów. Krzyczeli, że mają nakaz aresztowania mnie - mówił lekko, jakby to co mówił nie miało żadnego znaczenia.
- No i ? - próbowałam zachować spokój.
- Ciekawe, kto posłał gliny na mnie, co? - milczałam. - Może twój pedałek?
Przesadził
- Nie zamknęli cię? - rzuciłam.
- Nie, wyobraź sobie, że zdążyłem uciec - powiedział.
- Zamówienie na stolik 7, woda z cytryną! - usłyszeliśmy głos kobiety stojącej za kasą.
- Czekaj tu, zaraz przyjdę - odparł i wolno wstał, aby odebrać zamówienie.
Szybko Perrie, myśl jakby się stąd wydostać...
Podjazd z taksówkami za oknem, to jest to! Szybko wstałam, wzięłam swój płaszcz do ręki i wybiegłam na zewnątrz.
W ostatniej chwili wsiadłam do żółtego wozu.
- Szybko, niech pan już odjeżdża! - ponagliłam taksówkarza.
Pojazd ruszył, a w oddali usłyszałam krzyk Mike'a.
- Gdzie się wybieramy? - spytał starszy pan za kierownicą.
- 1335 Avenue of the Americas - podałam mu adres mojego hotelu.
- Oczywiście - odpowiedział i od razu skręcił, by jechać odpowiednią drogą.
Byliśmy już na miejscu. Poznałam hotelowy parking.
- Ile płace? - spytałam.
- Pani jest tą sławną piosenkarką?
- Emm, chyba tak - uśmiechnęłam się.
- Wystarczy autograf dla wnuczki i po sprawie - powiedział.
- Ale to nie będzie w porządku - odparłam.
- Oj tam, ucieszy się, a ja zapłaciłbym każde pieniądze, żeby zobaczyć jak się uśmiecha.
- Jak pan tak mówi, to proszę dać mi sprzęt - zaśmiałam się wraz z nim.
Podpisałam szybko "dla Amy" i wręczyłam ją taksówkarzowi.
Zabrałam płaszcz i szybko wysiadłam i pędem udałam się do swojego apartamentu bojąc się, że po drodze zobaczę Mike'a.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Iiiii jak ? :)
Mam troszkę zniszczony humor przez tę stronę.
Mam prośbę, jeśli naprawdę kochacie One Direction, naciśnijcie "zgłoś stronę", aby walczyć z hejterami.
Dziękuję :)
Co do rozdziału to nie miało być w nim Mike, ale bez niego byłby nudny haha.
Pozdrawiam.
Zaktualizuje za moment informację o kolejnym rozdziale ;)
Nicole aka Raspberry Muffin xoxo

7 komentarzy:

  1. o moj boze :ooooooo WIESZ ŻE CIĘ KOCHAM BEJB ? :d
    JA CHCE NOWY JUŻ TERAZ W TEJ CHWILI <3 boje się o Pezz niech ten jebany Mike czy chuj wie jak się od niej odwali bo inaczej ZEN inaczej z nim pogada (kurde powtarzam się z tym 'inaczej') ://
    LUV JU BABY <3

    `wiesz ktoo :d

    OdpowiedzUsuń
  2. jejuśku ! To jest cudowne <3

    OdpowiedzUsuń
  3. ''dziobak'' nie no dowaliłaś z tym xD
    Niech się Mike odwali od Pezz bo mu przypierdolę kiedyś serio :)
    czekam na kolejny!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku :( Biedna Pezz... Te hejty i jeszcze Mike... Czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne *_* I masz racje, bez Mike'a byłoby trochę nudno ;) ale dobrze, że Pezz uciekła :) ciekawe co będzie dalej... Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  6. a...ale...dlaczego??...dlaczego nie ma teraz Zayna??? nie no ale co do raozdziału to ksdvckhvhdbfj i cudowny,genialny,najlepszy no i ogólnie PER-FECT ....luv ya
    Mary <3

    OdpowiedzUsuń