poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 14 : " Right Now "



WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
No rozdział mógł być wczoraj, ale mówiłam, że będzie dzisiaj tak więc jest no i z okazji świąt życzę wam : miłej rodzinnej atmosfery, dużo prezentów bla bla bla, wiem, że tego nie przeczytacie, dlatego zamieściłam gif-a, który wyraża więcej niż tysiąc słów,
To miłej lekturki ;>>>
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Weszłam do apartamentu i zamknęłam drzwi.
- Zayn? - zawołałam go kładąc torebkę na szafce.
- Gdzie jesteś? - wyszedł z łazienki.
- Co się stało? - spytałam.
- Nic, co by się miało stać? - odrzekła, a w jego głosie była nuta ironii.
- Ach... Nic - nalałam sobie soku do szklanki.
- Też chcesz? - pomachałam kartonem.
- Nie, ja za chwile wychodzę - wsadził telefon do kieszeni i założył skórzaną kurtkę.
- A-ale gdzie? - nie rozumiem przebiegu jego działań.
- Nie wiem, może spotkam się z Alex'em, albo pójdę do jakiegoś klubu - wzruszył ramionami.
- Zostawisz mnie samą?
- Nie, przecież za godzinę przyjadą do ciebie Jesy, Leigh i Jade - powiedział.

No tak to oczywiste.

- To ja już idę, a zapomniałem. Wieczorem zadzwoni Paul, ma do nas jakąś sprawę dotyczącą naszego udawanego związku  - trzasnął drzwiami.

I tyle go widzieli. Co mu jest? Czy zrobiłam coś źle? Przecież tylko powiedziałam mu, żeby przestał mnie przytulać na oczach całej widowni w hotelowym holu. Czemu jak wszystko jest dobrze, zawsze coś musi się spieprzyć? No, nie było dobrze, ale przynajmniej sprawa z moim byłym zbliżyła nas do siebie. Jednak tak jak wcześniej przytulał, całował, pocieszał mnie, tak teraz odpycha mnie jak potrafi. O co mu chodzi? Może dotarło do niego, że udajemy, raczej, że powinniśmy udawać? Tak, on to już wie, ale ja wciąż żyje w bajce usłanej różami, gdzie on trzyma mnie za rękę i obiecuje być ze mną na zawsze. Sranie w banie. Ugh, dlaczego ja, dlaczego akurat on? Nie mógł to być Justin Bieber? Nie, dobrze,że to jest jednak Zayn.

Teraz nie pozostało mi nic innego jak czekać na dziewczyny, bo mój "książę z bajki" mnie wystawił. Super, nawet nie wiem gdzie aktualnie jest.

Fuknęłam i położyłam się na kanapie. Pachniała nim. Do cholery, dlaczego wszystko wokoło musi mi o nim przypominać? Włączyłam telewizor ignorując napływające myśli o ustach mulata na dalszy tor.

*Zayn*


Co ja sobie myślałem? Przecież ona nie czuje tego co ja! Potrzebowała tylko ramienia, na którym mogłaby się wypłakać. Jaki jestem głupi.

Postanowiłem pójść do hotelowego baru. Przynajmniej jak się spije będę blisko do pokoju.

Do Perrie....

O zamknij się durny głosiku!!!

- Witam, co podać? - spytał barman, na oko ma 20 lat. W moim wieku, ciekawe czy miał takie problemy jak ja.. Z pewnością nie! Bo przecież nie codziennie zdarza się sytuacja, gdzie masz udawać szczęśliwy związek z kobietą, w której się zakochałeś. Ohh to nic... Na dodatek ona nie odwzajemnia uczuć!
- A, daj od razu whiskey - mruknąłem, wyciągając odpowiednią sumę.
- Jakaś grubsza sprawa? - spytał po tym jak schował pieniądze do kasy.
- Dziewczyna nie odwzajemnia moich uczuć, a na dodatek na jej drodze czai się potencjalny zabójca, tak po za tym wszystko jest okey - wziąłem łyka i poczułem się lepiej.
- Spokojnie facet, tylko pytam - uniósł ręce w obronnym geście.
- Wiem, ale wszystko mnie przerasta - wypiłem szklankę do dna czując płomienie w gardle.
- Rozumiem, miałem podobną sytuacje - co ty nie powiesz? - Moja dziewczyna Amy, też nie czuła do mnie tego, co ja do niej. Na szczęście podniosłem się po jej stracie i jestem szczęśliwy z moją narzeczoną Louise - dokończył, a mi wcale się nie polepszyło po jego historii.
- Taa pocieszające, w tym problem, że ja nie chce nikogo innego tylko ją! Dolej mi jeszcze - podałem mu puste naczynie.
- Nie martw się, a tak do tych nieodwzajemnionych uczuć, to powiedziała ci to prosto w twarz? - spytał nalewając 'Jack'a Danielsa' do szklanki.
- Nie, ale wszystko na to wskazuje.. - wziąłem od niego szklankę i upiłem łyka.
- Czyli nie wszystko stracone, na twoim miejscu poszedł bym do niej i powiedział co czuję i tyle - powiedział.
Dlaczego słucham miłosnych rad kolesia, którego nie znam i nawet nie wiem jak ma na imię?
Sprawdziłem godzinę na telefonie - 15:34
- Może kiedyś, na dziś mam już zaplanowany wieczór - powiedziałem i wziąłem następnego łyka whiskey.

*Perrie*

Usłyszałam pukanie. To musi być Zayn. Wstałam i otworzyłam drzwi.
- O.. Cześć Jesy - powiedziałam z nutką zawodu w głosie.
- Hej? Spodziewałaś się kogoś innego - spytała.
- Szkoda gadania, wchodź - zamknęłam za nią drzwi.
- Gdzie jest Zayn? - tsa detektyw Jesy. Westchnęłam.
- Nie ma go - wzruszyłam ramionami.
- Jak to nie ma? - odwróciła się w moją stronę i powiesiła płaszcz na wieszaku.
- Tak to. Wyszedł obrażony Bóg wie na co. Zaparzyć ci kawy? - spytałam, gdy byłyśmy w kuchni.
- Poproszę. Ale jak to? Pokłóciliście się? - spytała.
-  No niby nie, ale jednak czuję, jakbym coś zrobiła źle, a on się obraził..
- Co ci powiedział? - mówiłam? Jesy detektyw i tyle. To jej natura.
- No nic, powiedział, że wychodzi do klubu, albo spotkać się z kumplami i tyle - zalałam kubki gorącą wodą.
- Czyli jesteśmy w punkcie wyjścia, hmm, - zamyśliła się. - Dzięki - wzięła ode mnie kubek i wróciła do swych myśli.
- I co wymyśliłaś coś Sherloku? - spytałam.
- Cierpliwości... O mam!
- Co?
- Bo wiesz.. On cię kocha, nie? - przewróciłam oczami - A ty kochasz jego...
- To nie wyjaśnia całej sytuacji..
- Czekaj, nie skończyłam.. No i przez ostatnie dni, kiedy podnosił cię z emocjonalnego dołka autorstwa Mike'a byliście ze sobą blisko, nieprawdaż? - zarumieniona przytaknęłam głową.
- Ale do czego to wszystko dąży... - nie potrafiłam ułożyć wszystkiego w całość.
- Myślę, że on zaczął mieć nadzieje, że coś do niego czujesz, ale jakiś twój ruch spowodował, że nadzieja wygasła, a on stara trzymać się z dala od ciebie, bo ubzdurał sobie, że jego miłość jest nieodwzajemniona i nie chcesz jego obecności, tada! - klasnęła uradowana w dłonie po swoim monologu.
- Miałoby to sens... Dziękuje ci, ale... co mam z tym zrobić?
- Tu nic nie poradzę. Możesz mu pokazać, że ci na nim zależy, na przykład jak przyjdzie to go pocałować.. Nie jestem w tym dobra; widzisz nie mam chłopaka - na jej twarzy pojawił się grymas. - Lecz najlepszym wyjściem byłoby wyznanie mu miłości..
- Czego wiesz, że nie zrobię - dokończyłam za nią.
- Wiem - westchnęła. - Mam nadzieje, że pomogłam - na te słowa przytuliłam ją.
- Dziękuje ci Jesy.
- Nie ma sprawy, od czego są przyjaciółki? - odsunęłyśmy się od siebie.
- Ale tak na poważnie, to nie pominęłaś się z powołaniem? Jesteś dobra w rozwiązywaniu zagadek - powiedziałam, na co Jesy odgarnęła grzywkę do tyłu w dziwny sposób.
- No wiesz.. - zaśmiałam się.
Taka skromna..
- To może żebyś nie czekała na swojego kochasia, to dołączysz do Leigh-Anne i Jade, co? - spytała dokańczając swoją kawę.
- Okey, to idziemy do pokoju Pickle?
- Oczywiście kochana - odpowiedziała, a ja zaśmiałam się.

*Zayn*

Dalej siedzę w tym hotelowym barze lekko spity i gadam z moim pseudo-kolegą-barmanem o naszych przygodach. Jednak jestem pijany.

- Hej skarbie - podeszła do nas, może raczej mnie, ładna blondynka. No nie była ubrana jak nie powiem kto, w końcu to hotelowy klub, ale figurkę miała.
- To ta twoja Perrie? - spytał Patric - barman.
Fakt, dziewczyna miała niebieskie oczy, ale nie były tak piękne jak opowiadałem mojemu pseudo-koledze. Jak mu tam? No Patric.
- Tak - objąłem dziewczynę w pasie.
- No to miłej zabawy życzę - barman zasalutował, a ja podążyłem z 'Perrie' na parkiet.
Co ty do cholery robisz?! To nie jest Perrie! Wracaj do swojej prawdziwej dziewczyny, a tą lalunie zostaw w spokoju!!!

Niestety. Byłem zbyt zalany, aby posłuchać swojej podświadomości. Trudno. Raz kozie śmierć.
Pocałowałem ją. Nie było to to samo, co przy prawdziwej Perrie, ale na teraz musi mi wystarczyć.

- O tak Perrie, przetańczymy całą noc - zakołysałem nami.
- Ale ja nie nazywam się Pe...
Zatkałem jej buzię ustami. Po co mi znać jej imię i tak nie będę go jutro pamiętał...

*Perrie*

- To pa dziewczyny ! - krzyknęłam na pożegnanie.
- Pamiętaj co ci mówiłam  - zawołała Jess.
- Będę! - zamknęłam za sobą drzwi i podążyłam korytarzem w stronę mojego no i Zayn'a apartamentu. No właśnie Zayn. Jest już po 22:00 i powinien już być z powrotem.
Westchnęłam i wyciągnęłam klucze.
Weszłam do środka, ale nikogo nie było.
Nie zważając na nic zaczęłam ściągać ubrania i gdy byłam w samej bieliźnie weszłam do łazienki. Miałam gdzieś, że zostawiłam bałagan. Potrzebowałam chwili relaksu.
Puściłam ciepłą wodę i poczułam się jak w raju...

***
Wyszłam spod prysznica i zaczęłam się wycierać. Usłyszałam jak ktoś woła moje imię i wali w drzwi.
Moment. To Zayn.
Obwiązałam się ręcznikiem, aby nic nie odkrywał i ruszyłam w stronę drzwi.
- Perrie, oh no Perrie..... - co mu jest?

Otworzyłam drzwi i zamarłam.
______________________________________

Tadam, i jak myślicie
Z KIM, JAK, GDZIE, KIEDY I CO ROBI ZAYN? :D
musiałam skończyć w takim momencie heheszki ^^
Jak myślicie, co ujrzy Pezz za drzwiami? Piszcie w komentarzach
Pozdrawiam, miłych URODZIN LOUISA WILLIAMA TOMLINSONA 
 no i udanej Wigilii

loolz , do następnego ;>>>
Nicole

5 komentarzy:

  1. zajebie cię -,- NOWY TERAZ NOOO :'c Idiota z tego Zayn'a -,- A Jesy detektyw :o BOSZKIE :3 ale i tak ci nie odpuszczę tej blondyny -,-

    Wiesz kto nie chce mi sje logować

    PS. Lov ju baby <3 ale i tak jestem zła -,-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko to taki szpeszial dla cb ;*
      Co do następnego rozdziałku to uhuhu będzie gorąco :DDDD

      Usuń
    2. tsa szekszapil pf -,-
      Dobra i tak cię kochaaam <3
      Będzie RUCHU-RUCHU ? YMYMYMYM bym cyk cyk bym cyk cyk :D
      Nie zwracaj uwagi :D Lov ju baby :*

      Usuń
  2. jprdl zabiję cię!! jak mogłaś przerwać w takim momencie?? ja chcę jutro nowy rozdział!!! będę Cię tym męczyć na fb!!!! Kocham Cię i twojego bloga <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zbiję cię!!! Czemu urwałaś w takim momencie??? OMG a jak to bd Zi z tą "Pezz"?? oby nie... rozdział super tak ja wszystki i WESOŁYCH ŚWĄT luv ya <3

    OdpowiedzUsuń